Oko Mokoszy

Zeschłe liście zaściełały zapomniany przez ludzi cmentarz gęstym całunem. Skrzypiały pod obcasami podkutych butów Łazarza Kruka, z szelestem przelewając się przez sylwetki zapadniętych mogił ledwo widocznych w mroku nocy. Nekromanta zmierzał do rozwalonej kapliczki na środku kładowyszcza. Wyszczerbione bele niegdysiejszej świątyni sterczały ku górze niczym żebra wypatroszonego zwierzęcia. Śmierdziały podobnie – trupem, rozkładem i butwiejącymCzytajCzytaj dalej „Oko Mokoszy”

Siódme: nie kradnij

Szczyrec nie dźwignął się jeszcze z pożaru. Idąc na jarmark, Halszka wyczuwała wszechobecny swąd spalenizny i widziała dziesiątki robotników krzątających się przy odbudowie przysadzistych trzypiętrowych domów skupionych wokół rynku. Dzwony cerkiewne obwieściły południe, a kłębiący się od rana tłum zgęstniał jeszcze bardziej. W końcu był dzień targowy. Ktoś przekrzykiwał ciżbę, zachwalając swoje garnki. Kobiecy głosCzytajCzytaj dalej „Siódme: nie kradnij”

Równonoc

Szabla zakreśliła w powietrzu krótki łuk i sięgnęła celu. Kapuściany głąb, rozcięty skośnie na dwie nierówne części, zsunął się z wbitego w ziemię palika i z mokrym plaśnięciem upadł w trawę. Krzywa klinga mignęła w młyńcu i zawisła przed oczami drobnej, rudowłosej dziewczyny. Odziana jedynie w przesiąkniętą potem lnianą koszulę, rozsznurowaną aż do połowy mostka,CzytajCzytaj dalej „Równonoc”

Kruk wśród ciernistych krzewów

– Dziadku, opowiedzcie jeszcze jedną! – Dziecięcy głosik przedarł się przez panujący w zadymionej izbie gwar. – Wszak słoneczko już zachodzi – wymemlał wędrowny dziad i łyknął coś z glinianego dzbana. – Mnie mus dalej ruszać, cobym na drugi koniec wioski zajść zdążył. – Opowiedzcie, dziadku, jeszcze jedną – karczmarzowa nachyliła się nad starcem. –CzytajCzytaj dalej „Kruk wśród ciernistych krzewów”

Hic sunt dracones

Caius Graculus – przezwany Kawką ze względu na nietypowe, ciemnopopielate włosy – spiął piętami swojego myszatego konika i wjechał na wzgórze. Odetchnął głęboko, aż zatrzeszczały troki jego napierśnika. Spojrzał na horyzont. Był wolny. Decyzję o ucieczce z oddziałów pomocniczych miłościwie panującego cesarza podjął lata temu i poświęcił cały ten czas na jej planowanie. Wiedział, żeCzytajCzytaj dalej „Hic sunt dracones”

Z czeluści archiwum: Klejnot Kalendoru

Od autora współcześnie Nadszedł wrzesień. Z tej okazji, w ramach rozpamiętywania czasów szkolnych, grzebałem we własnym literackim archiwum. I pozwalam sobie niniejszym na odrobinę pisarskiego ekshibicjonizmu. Przedstawiam Ci tekst, który powstał szesnaście (sic!) lat temu – jedną z pierwszych prób pisania przeze mnie fantastyki. Jak zobaczysz za chwilę, to opowiadanko jest klasycznym przykładem na to,CzytajCzytaj dalej „Z czeluści archiwum: Klejnot Kalendoru”

Stalker IV

Dianę obudził nietypowy hałas dobiegający z kuchni. Najwyraźniej musiała usnąć w fotelu, w którym usiadła, chcąc mieć na oku swojego gościa. Tak, gość to chyba najlepsze określenie – przyjdzie i odejdzie, a ona wróci do swojego uporządkowanego pustelniczego życia i spokojnie zestarzeje się w samotności. Choć przyzwyczaiła się do przebywania we własnym towarzystwie, w tamtejCzytajCzytaj dalej „Stalker IV”

Stalker III

Kiedy rozwiązała mu ręce i kazała się dokładnie wyszorować pod ustawionym na podwórku prysznicu, rozpłakał się. Stał tak, nagi, pod strumieniem lejącej się z góry letniej wody i chlipał głośno. Diana tymczasem klęła, przewidując, jak wiele wody na niego zmarnuje, ale musiał być czysty. Nie mogła dopuścić do wpuszczenia do domu żadnych obcych toksyn czyCzytajCzytaj dalej „Stalker III”

Stalker II

Ubrała się i kląc pod nosem, że nie dane jej jest nacieszyć się czystością w przytulnym wnętrzu, wyszła przed dom. Zapadł już zmierzch, ale Diana miała w zanadrzu jedną niespodziankę – noktowizor. Stare urządzenie było na tyle sprawne, że pozwalało orientować się jej w przestrzeni, a nawet polować w nocy, jeśli zachodziła taka potrzeba. TerazCzytajCzytaj dalej „Stalker II”

Stalker

Wstawał świt. Blade promienie Słońca przebijały się przez gęsty toksyczny opar podnoszący się znad Zony. W martwej ciszy nie śpiewał żaden ptak. Jedyne dźwięki pochodziły z wnętrza domu. Cicho skrzypiały klepki podłogi, w lekkim powiewie brzęczały wiszące pod sufitem dzwonki. Szemrała ściekająca przez lichy ogródek warzywny woda. Diana zsunęła koc i usiadła na prostej stalowejCzytajCzytaj dalej „Stalker”