Kruk wśród ciernistych krzewów

– Dziadku, opowiedzcie jeszcze jedną! – Dziecięcy głosik przedarł się przez panujący w zadymionej izbie gwar. – Wszak słoneczko już zachodzi – wymemlał wędrowny dziad i łyknął coś z glinianego dzbana. – Mnie mus dalej ruszać, cobym na drugi koniec wioski zajść zdążył. – Opowiedzcie, dziadku, jeszcze jedną – karczmarzowa nachyliła się nad starcem. –CzytajCzytaj dalej „Kruk wśród ciernistych krzewów”

A imię moje…

„Jak cię widzą, tak cię piszą” – mówi przysłowie. Ja bym powiedział raczej – jak cię słyszą, tak cię piszą. Jeśli bowiem mówimy o fikcyjnej postaci literackiej, to często jej imię jest decydującym elementem. Jego brzmienie i konotacje budują w naszej głowie wyobrażenie o tym, z kim mamy do czynienia. Zatem imię nigdy nie możeCzytajCzytaj dalej „A imię moje…”

Hic sunt dracones

Caius Graculus – przezwany Kawką ze względu na nietypowe, ciemnopopielate włosy – spiął piętami swojego myszatego konika i wjechał na wzgórze. Odetchnął głęboko, aż zatrzeszczały troki jego napierśnika. Spojrzał na horyzont. Był wolny. Decyzję o ucieczce z oddziałów pomocniczych miłościwie panującego cesarza podjął lata temu i poświęcił cały ten czas na jej planowanie. Wiedział, żeCzytajCzytaj dalej „Hic sunt dracones”

Z czeluści archiwum: Klejnot Kalendoru

Od autora współcześnie Nadszedł wrzesień. Z tej okazji, w ramach rozpamiętywania czasów szkolnych, grzebałem we własnym literackim archiwum. I pozwalam sobie niniejszym na odrobinę pisarskiego ekshibicjonizmu. Przedstawiam Ci tekst, który powstał szesnaście (sic!) lat temu – jedną z pierwszych prób pisania przeze mnie fantastyki. Jak zobaczysz za chwilę, to opowiadanko jest klasycznym przykładem na to,CzytajCzytaj dalej „Z czeluści archiwum: Klejnot Kalendoru”

Krytycyzm miarą inteligencji

Krytycyzm miarą inteligencji – tak przynajmniej twierdził mój nauczyciel historii w liceum. I zapewne miał rację (kto chodził na lekcje, ten wie). Krytyczne podejście do źródeł, sceptycyzm wobec obserwowanych wydarzeń, zachowawczy stosunek do medialnych relacji – to wszystko warunki konieczne, żeby nie dać sobą manipulować, mieć własne zdanie i poglądy oparte na czymś więcej, niżCzytajCzytaj dalej „Krytycyzm miarą inteligencji”

Ten straszny gender

Język naprawdę kształtuje rzeczywistość. Wydaje się, że to truizm, ale jednocześnie bardzo często zapominamy, jak plastycznym i potężnym narzędziem jest mowa. Mowa szczególnie – słowo pisane nie zawsze nadąża za zmianami, które w rozmowie pojawiły się już jakiś czas temu. Chęć napisania o kształtującej świat mocy języka przyszła mi po przebrnięciu przez kolejną falę debatyCzytajCzytaj dalej „Ten straszny gender”

Do dna, Guślarz!

Tomaszewski nie dowierzał w to, co po powrocie opowiedziała mu Lena. Nie odzywała się przez całą drogę z tamtej nadwiślańskiej łąki do domu. Kiedy weszli do mieszkania, machinalnie zdjęła psu szelki i poszła do kuchni, żeby dać zwierzęciu kolację. Policjant wyszedł z łazienki i zastał żonę wgapiającą się w ścianę, z ręką ściskającą miarkę doCzytajCzytaj dalej „Do dna, Guślarz!”

Do dna, Lena!

Lena Tomaszewska zagwizdała głośno na psa, który zawieruszył się gdzieś w nadbrzeżnych szuwarach. Czekając na żółtego kundla, wyglądającego jak skrzyżowanie lisa z labradorem, rozwinęła rękawy koszuli. Nad rozległym wiślanym łęgiem podnosiła się wieczorna mgła, niosąc falę rzecznego chłodu i ciało Tomaszewskiej pokryło się gęsią skórką. Roztarła energicznie lodowate dłonie, żałując, że nie wzięła rękawiczek. NibyCzytajCzytaj dalej „Do dna, Lena!”

Do dna, Tomaszewski!

Mimo lejącego się z nieba skwaru, w prosektorium było nieprzyjemnie zimno. Ciężkie, lepkie powietrze śmierdziało zgnilizną, formaliną i śmiercią. Młody asystent prokuratora po raz kolejny wyrzucał sobie, że nie poszedł na aplikację radcowską. Mógłby teraz siedzieć wygodnie w klimatyzowanym gabinecie, pić mrożoną kawę i inkasować pokaźne pieniądze za poświadczanie umów czy testamentów. Ale nie! SprawiedliwościCzytajCzytaj dalej „Do dna, Tomaszewski!”

Nie potrzebuję sławy

Tytułowe stwierdzenie może Ci się wydać dziwne – i to mówi gość, który od miesięcy próbuje się wypromować, publikuje swoje teksty na stronie, której adres składa się z jego nazwiska, a w dodatku przy każdym wpisie domaga się komentarzy. No więc jak to jest? Kiedy byłem małym chłopcem (hej!) i od etapu czytania „Kubusia Puchatka”CzytajCzytaj dalej „Nie potrzebuję sławy”