Lena Tomaszewska zagwizdała głośno na psa, który zawieruszył się gdzieś w nadbrzeżnych szuwarach. Czekając na żółtego kundla, wyglądającego jak skrzyżowanie lisa z labradorem, rozwinęła rękawy koszuli. Nad rozległym wiślanym łęgiem podnosiła się wieczorna mgła, niosąc falę rzecznego chłodu i ciało Tomaszewskiej pokryło się gęsią skórką. Roztarła energicznie lodowate dłonie, żałując, że nie wzięła rękawiczek. NibyCzytajCzytaj dalej „Do dna, Lena!”
Tagi archiwum: fantastyka
Do dna, Tomaszewski!
Mimo lejącego się z nieba skwaru, w prosektorium było nieprzyjemnie zimno. Ciężkie, lepkie powietrze śmierdziało zgnilizną, formaliną i śmiercią. Młody asystent prokuratora po raz kolejny wyrzucał sobie, że nie poszedł na aplikację radcowską. Mógłby teraz siedzieć wygodnie w klimatyzowanym gabinecie, pić mrożoną kawę i inkasować pokaźne pieniądze za poświadczanie umów czy testamentów. Ale nie! SprawiedliwościCzytajCzytaj dalej „Do dna, Tomaszewski!”
Do dna, Petrenko!
Kiedy Ołeh przyszedł do domu w przerwie między zajęciami, już czekali na schodach. Dwóch mężczyzn ubranych po cywilnemu stało pod drzwiami do mieszkania. Chłopak złapał się na tym, że w pierwszej chwili chciał uciekać, ale pomyślał, że właściwie nikomu nie zrobił nic złego. – Małopolska Komenda Policji, podkomisarz Tomaszewski – przedstawił się bełkotliwie pierwszy, poCzytajCzytaj dalej „Do dna, Petrenko!”
Do dna, Kudłaty!
W Krakowie ludzie od czasu do czasu ginęli. Tak już był ten świat skonstruowany. Jedni znajdowali się sami na drugim końcu kraju, innych wyławiano z Zakrzówka, a jeszcze innych wiślany prąd znosił na Dąbie. Jednak myśląc o nieobecności swojego współlokatora, która trwała jak do tej pory niecałe trzy dni, Ołeh nie przejmował się zbytnio. Wiedział,CzytajCzytaj dalej „Do dna, Kudłaty!”
Do dna!
Krople wody rozbijały się o mętną taflę rzeki, tworząc ledwo widoczne w półmroku kręgi. Deszcz przybierał na sile od dobrych kilkunastu minut. Powietrze pachniało dziwną wiosenną mieszaniną kwiatów czarnego bzu, mokrego asfaltu, zwietrzałego ludzkiego moczu i papierosowego dymu. Kilka osób schowało się przed ulewą w wąskim przejściu pod mostem. Stali teraz razem – przez przypadekCzytajCzytaj dalej „Do dna!”
Pisarz (nigdy nie) jest sam
Ten wpis jest niejako podziękowaniem dla wszystkich, którzy mnie wspierają. Przy okazji odsłaniam mroczne kulisy pisarskiej samotności i wrzucam szybki update dotyczący mojej pierwszej powieści. Krąży takie przekonanie, że pisarz* to takie samotne stworzenie, zamknięte w swoim gabinecie (o ile ma gabinet), ewentualnie siedzące przy osieroconym przez innych stoliku w kawiarni. W odosobnieniu tworzy noweCzytajCzytaj dalej „Pisarz (nigdy nie) jest sam”
Eurydyka
Tej nocy Kraków wprost nurzał się w brudzie. Ciężkie smogowe powietrze zasnuwało więznące w duchocie ulice, którymi płynął nieprzerwany ciąg ludzi, w większości pijanych lub bliskich temu stanu. Szła, czy wręcz snuła się powoli, bez celu, przyglądając się wytapetowanym piętnastolatkom szukającym sponsorów w klubach. Mijała rozwrzeszczanych włoskich turystów i jak najbardziej miejscowe dziwki oczekujące naCzytajCzytaj dalej „Eurydyka”
Navigare cesse, imaginare necesse est
„Żeglowanie jest zbędne, fantazjowanie – niezbędne” – tak przynajmniej twierdził Chester, Kot z opowiadania Złote Popołudnie Andrzeja Sapkowskiego. Ale wyobraźnia nie istnieje w próżni. Potrzebuje źródeł inspiracji, na których może się oprzeć. Skoro biorę udział w wyzwaniu polegającym na opublikowaniu listy 10 szczególnie dla mnie ważnych książek, które znajdziesz na moim Instagramie, sądzę, że toCzytajCzytaj dalej „Navigare cesse, imaginare necesse est”
Ludzie Morza
Piątej nocy zerwał się silny południowy wiatr. Niósł egipską duchotę i zwiastował sztorm. Hanno krążył po pokładzie, wykrzykując rozkazy. Marynarze uwijali się przy żaglu, a sternik głośnymi okrzykami popędzał wiosłujących niewolników. Statek odpadł od wiatru, zwracając się dziobem dokładnie na wschód. I wtedy od dziobu podniósł się przerażający wrzask: – Szerdanu! – Stojący na okuCzytajCzytaj dalej „Ludzie Morza”
Wejrzenie w ciemność
Biały dym wypełnił wnętrze niewielkiej przydomowej kapliczki o filarach z fenickiego cedru. Kirke odłożyła tlący się pęczek szałwii do mosiężnej misy stojącej na ołtarzu – prostym bloku białego marmuru, pokrytego licznymi szaroniebieskimi żyłkami. Nad ołtarzem, za zasłoną dymu, nie było niczego, jedynie niewielki otwór, przez który teraz widać było tarczę Księżyca i rzucany przezeń naCzytajCzytaj dalej „Wejrzenie w ciemność”