Żeglowanie jest zbędne, fantazjowanie – niezbędne” – tak przynajmniej twierdził Chester, Kot z opowiadania Złote Popołudnie Andrzeja Sapkowskiego. Ale wyobraźnia nie istnieje w próżni. Potrzebuje źródeł inspiracji, na których może się oprzeć.

Skoro biorę udział w wyzwaniu polegającym na opublikowaniu listy 10 szczególnie dla mnie ważnych książek, które znajdziesz na moim Instagramie, sądzę, że to dobry pretekst, żeby właśnie o inspiracji pomówić dziś bardziej szczegółowo.

Mitologia i nie tylko

Jeśli śledzisz tę stronę chwilę dłużej, z pewnością widzisz, że jedną z podstawowych inspiracji dla mnie jest mitologia. Szczególnie chętnie sięgam po opowieści i wierzenia z basenu Morza Śródziemnego, ponieważ przy całej mojej miłości do mitów Północy uważam, że zbyt mocno wżarły się one w fantastykę, o czym zresztą pisałem już wcześniej. Z kolei mity greckie, rzymskie, egipskie czy mezopotamskie stanowią olbrzymi rezerwuar motywów, historii i postaci, którymi można się w literaturze posługiwać. Co równie istotne, są jednocześnie tak mocno wdrukowane w naszą europejską świadomość, że pozwalają na swobodną zabawę formą oraz treścią. Być może się mylę, ale wydaje mi się, że każdy słyszał o Zeusie, Afrodycie, Apollu, Dionizosie czy Artemidzie. Nieco bardziej egzotyczni Horus, Izyda, Hekate, Kybele albo Inanna również pojawiali się w szkolnych podręcznikach lub gdzieś w popkulturze. Ich imiona wywołują w umyśle konkretne skojarzenia – na hasło „giganci”, „tytani” czy „Scylla i Charybda” pojawiają się przed oczami przynajmniej strzępy zasłyszanych opowieści, lekcji, wykładów czy kadrów komiksów.

A skoro wszyscy mamy podobne skojarzenia, ja jako twórca zyskuję efekt zaskoczenia, mogąc się nimi bawić, łamać je i przebudowywać na własną modłę. Uwierz mi, to daje naprawdę dużą frajdę.

Boski lub heroiczny charakter postaci to otwarta furtka do pisania fantastyki. Ostatecznie w sumeryjskich, egipskich czy greckich poematach życie ludzi przeplatało się z losami bogów, obdarzeni supermocami herosi przemierzali świat, walcząc z potworami i rozwiązując trudne zagadki, a w nagrodę otrzymywali cudowną broń, Wodę Życia czy wręcz możliwość przywrócenia zmarłych z zaświatów. Zresztą dowodem na to, jak wdzięcznym źródłem inspiracji dla współczesnej fantastyki mogą być mity Morza Śródziemnego są tytuły takie jak 300, Starcie Tytanów, God of War i wiele innych.

Człowiek miarą wszechrzeczy

Dla mnie jako dla twórcy najważniejszy jest jednak człowiek. Sądzę, że podobnie jak dla snujących swoje opowieści aoidów czy misteryjnych kapłanów, treść mitu jest tu metaforą, pozwalającą opisywać ludzką „naturę” – charakter, problemy społeczne, lęki i zachwyty. Zamiast silić się na realizm, stosuję przenośnię opartą na znanych ze starożytności motywach, żeby nabrać dystansu i móc swobodnie patrzeć na prawdziwe osoby, żyjące tu i teraz.

Jak mówił o fantastyce bodaj Brandon Sanderson, amerykański pisarz tegoż gatunku: „Fantasy jest jak każda inna opowieść – masz wszystko to, co widzisz na co dzień. Oraz smoki”. Dlatego tak dobrze nadaje się do ukazywania współczesnego pisarzowi świata w przerysowaniu, w krzywym zwierciadle. Dlatego umożliwia więcej, niż powieść obyczajowa. Wszelkie przejaskrawienia i wyolbrzymienia można uzasadnić światem przedstawionym, jednocześnie dobrze się przy tym bawiąc.

Oczywiście to działa w dwie strony. Nie tylko mit i fantastyka są kalejdoskopem, przez który mogę patrzeć na współczesny świat. Równie często wciągam obserwowaną rzeczywistość do poziomu odrealnionego storytellingu. Uważne obserwowanie otoczenia, wsłuchiwanie się w ludzi naookoło i stawianie pytań o sens doświadczanych wydarzeń to niezwykle istotne narzędzia, bez których chyba żadne pisarstwo nie mogłoby istnieć. Mam to szczęście, że dzięki przejściu przez epizody pracy reporterskiej oraz studiom antropologicznym miałem okazję przećwiczyć uważne przyglądanie się światu i ludziom. I teraz mogę tę umiejętność wykorzystać, pisząc o żywych, znanych mi osobach, lekko wykrzywionych przez szkło fantastycznego kalejdoskopu.

A co z Top Ten?

Challenge rządzi się swoimi prawami. Ale jeśli miałbym faktycznie wskazać listę najważniejszych dla mnie książek, to nie wiem, czy zamknąłbym się w setce tytułów. Do nich musiałbym oczywiście doliczyć filmy, gry, spektakle, obrazy, rzeźby, budynki i inne dzieła sztuki, które na mnie oddziaływały i do tej pory mają przemożny wpływ na moje pisanie.

Ta lista jest pewnym symbolem. Pretekstem do dyskusji raczej, niż faktycznym spisem najistotniejszych tekstów oddziałujących na moje pisanie. Oczywiście żaden tytuł, który się na niej pojawił, nie pozostawił mnie obojętnym. Wszystkie w ten czy inny sposób wpłynęły na moje pisanie czy szerzej – na osobowość, wrażliwość, wyobraźnię czy zdolności językowe. Jednak trudno mi jednoznacznie przyznać, że akurat te dziesięć książek stanowi dla mnie kluczową inspirację.

Osobnym tematem jest kwestia przetwarzania cudzych tekstów, sposobów, w jaki na mnie oddziałują oraz cała sprawa „oryginalności”. Do rozważań w tym obszarze przejdę w którymś kolejnym tekście.

Tymczasem wracam do pracy. Mam nadzieję, że niebawem będę mógł Ci przekazać dobre i bardzo konkretne wieści dotyczące mojej książki. A Ty dużo myśl i dużo fantazjuj. Imaginare necesse est.