Wiarygodny świat przedstawiony to – moim zdaniem – klucz do wciągającej historii. Rzecz jasna, osią opowieści są autentyczni bohaterowie, o złożonych osobowościach i wykraczających poza proste schematy motywacjach, ale nawet najlepiej skonstruowana postać nie może funkcjonować w próżni.

Powiedzmy to sobie od razu – każda literacka rzeczywistość jest symulacją. Nie można oddać na kartach powieści czy scenariusza stu procent obserwowalnego kosmosu. To niemożliwe ze względu na złożoność istniejącego świata i niezwykle gęstą sieć zależności, w której zmiana jednego elementu pociąga za sobą całą falę konsekwencji, wywołując efekt motyla. Twórca nigdy nie zbuduje świata z dokładnością co do atomu, ale może dać Ci wrażenie, że powstająca fikcyjna rzeczywistość jest wystarczająco prawdopodobna, żeby bohaterowie mogli spokojnie się po niej poruszać.

Dwie szkoły worldbuildingu

Nie ma jednego przepisu na stworzenie wiarygodnego świata. W teorii światotwórstwa zwykle mówi się o dwóch szkołach: falenickiej i otwockiej, czyli top-down oraz bottom-up. Pierwsza polega na wyjściu od ogólnego kształtu świata, w którym będzie rozgrywać się opowieść. Za przykład niech posłuży Władca Pierścieni J. R. R. Tolkiena – autor najpierw stworzył kompletny świat, opisując jego dzieje od stworzenia, przez rozwój poszczególnych ras, języków, kultur, aż po koniec Czwartej Ery. Przemyślał i rozplanował zależności pomiędzy ludźmi, elfami i krasnoludami, obudował je konkretnymi mitami i wydarzeniami. I dopiero w tak stworzonym świecie osadził swój epos. Władca Pierścieni jest ekstremalnym przykładem spójnego świata przedstawionego, ale dzięki tak skrupulatnemu podejściu, immersja Ardy jest niezwykle głęboka, a osadzone w niej historie spójne i pozbawione nieuzasadnionych rozwiązań fabularnych. I nie, hobbici nie mogli polecieć do Mordoru na grzbiecie Gwaihira.

Budowanie świata od szczegółu do ogółu dobrze sprawdza się, kiedy twórca stworzył już bohatera/bohaterkę i przekaz, który ma stać za historią. Można odnaleźć je w takich tekstach jak cykl o Ziemiomorzu Ursuli Kroeber Le Guin – gdzie autorka za punkt wyjścia wzięła koncepcję magii jako nazywania rzeczy, a później obudowała ją fikcyjną geografią, etnografią i innymi elementami, czy w Amerykańskich bogach Gaimana, gdzie od koncepcji „a co by było, gdyby Odyn objawił się w USA w latach 90.” do zbudowania całej historii odbyła się cała pisarska praca.

Czas na research

W zależności od przyjętej metody, czas na obudowanie się faktami może obejmować okres przed wymyśleniem historii lub już w trakcie pisania pierwszej wersji. Właśnie ten pierwszy, szkicowy tekst służy do testowania prawideł zachodzących w świecie przedstawionym i testowania działających w literackiej rzeczywistości mechanizmów. Jest poligonem, na którym można swobodnie zweryfikować, jakie rozwiązania fabularne działają, a jakie są do wyrzucenia.

Czasami, szczególnie w przypadku obszernych cyklów, te eksperymentalne zabiegi przekradają się do finalnej wersji, powodując niekonsekwencje pomiędzy częściami tekstu lub kolejnymi tomami powieści. Takie niespójności z jednej strony mogą być dla czytelników drażniące, ale z drugiej otwierają pole do szerszej interpretacji.

W powieściowej wersji Krzywdy z pewnością dostrzeżesz niespójności w stosunku do opowiadań, które zamieściłem tu w ubiegłym roku. Będziesz więc na własne oczy obserwować, jak robocza koncepcja postaci i świata przedstawionego rozwija się i zmienia w trakcie procesu pisania. Takie zmiany to rezultat ciągłego stawiania sobie pytań do tekstu, do postaci i zasad panujących w świecie przedstawionym. I nie ma znaczenia, czy jest to świat fantasy czy powieść obyczajowa.

Gatunek literacki jak kostium

Lubię myśleć o gatunkach literackich, jak o kostiumach, w które ubrana jest narracja. Ostatecznie każda opowieść jest o ludziach – trochę o mnie, trochę o Tobie, a trochę o świecie, który znamy. Gatunek literacki jest sztafażem, który ułatwia pokazanie jednych aspektów historii, a tłumi inne. I każdy taki sztafaż wymaga precyzyjnego konstruowania.

Pozornie może się wydawać, że fantastyka daje pod tym względem większą swobodę, a przez to jest łatwiejsza. Nie zgodzę się z tym stwierdzeniem z kilku powodów i zaraz spróbuję pokazać Ci, jakie pułapki czyhają na fantastę.

Podstawą fantastyki nie jest wymyślenie świata od podstaw, tylko takie przetworzenie rzeczywistości znanej czytelnikowi, które umożliwia jej dekonstrukcję, rozbiór na części pierwsze. Zatem twórcy i twórczynie z reguły wyjmują jakiś aspekt fizyczno-społecznego świata i przebierają go w inny kostium. George R. R. Martin oparł relacje polityczne w Westeros na dziejach wojny Dwóch Róż. Oczywiście dodał smoki i nieumarłych do równania, ale z rzeczywistości zostawił bardzo wiele, łącznie z układem kontynentu do złudzenia przypominającym Brytanię, zamkniętą wałem Hadriana od północy i leżącą nad ujściem rzeki stolicą na południowym wschodzie. Ursula Le Guin, czerpiąc z pracy swoich rodziców, dwojga antropologów kulturowych, wzorowała system magii w Ziemiomorzu na istniejących wierzeniach rdzennych ludów Ameryki. J. K. Rowling swoje doświadczenie depresji przekuła w wywołujących paraliżujący lęk dementorów. Przykłady można by mnożyć.

Ile twórców, tyle rozwiązań

Świat przedstawiony przystający do rzeczywistości, w którym akcja dzieje się w realnie istniejących miejscach i skali, umożliwia doświadczalne sprawdzenie, czy historia ma prawo działać, czy też nie. Przypomnę tylko anegdotę o Umberto Eco, który redagując dialog pomiędzy bohaterami Imienia Róży czytał go na schodach, żeby sprawdzić, czy mnisi zdążą zejść z piętra podczas trwania rozmowy. Z kolei świat fantastyczny wymaga wypracowania własnej skali, mechanizmów i zależności, które pozwolą przełożyć doświadczenia i problemy pisarza oraz czytelniczek i czytelników na literacką rzeczywistość. Sprawienie, żeby cała opowieść była wiarygodna, nawet jeśli zawiera smoki i padający z nieba popiół, wymaga olbrzymiego wysiłku.

Czy mam gotowe rozwiązanie tej kwestii? Zdecydowanie nie. Każdy tekst wymaga innego podejścia i każda osoba, która chwyta za pióro, będzie miała swój sposób, aby osiągnąć cel – stworzenie nie tylko niezwykłego i zachwycającego, ale także namacalnego i wiarygodnego świata. W kolejnym wpisie przyjrzę się środkom, jakie można zastosować, aby ten cel osiągnąć, ale z pewnością nie wyczerpię tematu. A może Ty masz pomysł, jak się za to zabrać? Daj znać w komentarzu.

Sprawdź również:

Navigare cesse, imaginare necesse est

Wymyśleni przyjaciele

A imię moje…