Biały dym wypełnił wnętrze niewielkiej przydomowej kapliczki o filarach z fenickiego cedru. Kirke odłożyła tlący się pęczek szałwii do mosiężnej misy stojącej na ołtarzu – prostym bloku białego marmuru, pokrytego licznymi szaroniebieskimi żyłkami. Nad ołtarzem, za zasłoną dymu, nie było niczego, jedynie niewielki otwór, przez który teraz widać było tarczę Księżyca i rzucany przezeń naCzytajCzytaj dalej „Wejrzenie w ciemność”
Archiwa kategorii: Notatki z wyobraźni
Daktyloi
Na południowym zboczu Idy, nieopodal jaskini skrywającej wylot Korytarza, którym się tutaj dostali, stał dom i warsztat. Zeus i Posejdon obserwowali zabudowania, skryci między karłowatymi drzewami. Dolatywał do nich zapach dymiących pieców, stukot młotków, syk miechów i ciche sapanie pracujących kowali. Bracia spojrzeli na siebie porozumiewawczo i niemal równocześnie wzbili się do lotu. Zeus okazałCzytajCzytaj dalej „Daktyloi”
Wiatr od Kassyterydów
Słońce chowało się za horyzontem bezkresnego Zachodniego Morza. Na tle czerwonego dysku wyraźnie odcinały się czarne sylwetki statków wracających z Kassyterydów. Wszystko szło zgodnie z planem, pomyślał Enkelados i poprawił na ramionach ciężki płaszcz z tytanich piór. – Nie rozumiem, dlaczego Japet nie mógł otworzyć tego Korytarza bliżej – Gration splunął do portowego basenu. –CzytajCzytaj dalej „Wiatr od Kassyterydów”
Płynna nadzieja
– Gdzie oni są?! – Łapa Kronosa coraz mocniej zaciskała się na jej szyi. – Nie… wiem… o czym… – Rea z trudem łapała oddech. Twarz Żniwiarza zatrzymała się zaledwie kilka cali przed jej oczami. Olbrzymie szare skrzydła zasłaniały światło. Dyszał ciężko, a jego skóra śmierdziała krwią i ziemią. – Nie kłam! Wiem, że knujeszCzytajCzytaj dalej „Płynna nadzieja”
Jak pies z kotem
Długie, ogniście rude włosy Kirke lśniły w promieniach zachodzącego Słońca. Oparta o filar kolumnady zamykającej dziedziniec, patrzyła na rozciągające się aż po horyzont ołowianoszare morze. Wieczorna bryza niosła woń soli i wodorostów, przenikając przez lniane sploty białego peplosu i okrywając jej ciało gęsią skórką. Kirke zakołysała kraterem z winem korzennym, uniosła naczynie do ust, upiłaCzytajCzytaj dalej „Jak pies z kotem”
Krzywda – epilog
– Mówcież, dziadku, co było dalej! Wydostała się wiedźma wraz z trupiarzem z soboru? – Jasnowłose pacholę wyrwało się siedzącej pod lipą matce i podbiegło do lirnika. – Cóż takiego im kniaź rozkazał? – Ne znaju – Wernyhora oderwał palce od klawiszy liry. – Nichto ne znaje. Wszystko byś chciał, smyku, wiedzieć. Ale każda opowieśćCzytajCzytaj dalej „Krzywda – epilog”
Krzywda – część 4.
Osadę minęli o świcie. Znaleźli w lesie odpowiednią osłoniętą polanę, na której stała zrujnowana obecnie cerkiewka, spalona (rzecz niemal pewna) przez Pawlukowych maruderów. Halszka rozpaliła ognisko i przygotowała kuraka ukradzionego w nocy z chłopskiego obejścia, a tymczasem Kruk myszkował wśród szczątków chramu, mrucząc pod nosem. Najwyraźniej niezadowolony z rezultatu przysiadł się do towarzyszki i zatopiłCzytajCzytaj dalej „Krzywda – część 4.”
Krzywda – część 3.
Na trakcie ze Lwowa do Kijowa panował tłok. Z trudem przeciskała się między karawanami czumaków, pątnikami zmierzającymi do Ławry Pieczerskiej i drobnymi handlarzami, od których można było kupić absolutnie wszystko. Przy pierwszej nadarzającej się okazji skręciła w las. Na pustej ścieżce przeszła w galop, wtulona w końską grzywę, lawirując między nisko zwieszonymi gałęziami buków iCzytajCzytaj dalej „Krzywda – część 3.”
Krzywda – część 2.
Halszka rozsiodłała konia. Oba – wierzchowca i luzaka, uwiązała przed gankiem. Otrzepała kurz z ramion, pchnęła ciężkie dębowe drzwi do gospody i weszła w zadymiony półmrok. Stojący za szynkwasem Żyd zbladł na jej widok, ale ujrzawszy błysk monety, bez słowa protestu podał kobiecie jęczmienne piwo i w mig poleciał po półgęski, chleb i duszoną rzepę.CzytajCzytaj dalej „Krzywda – część 2.”
Krzywda – część 1.
Oczy zapiekły ją niemiłosiernie, kiedy pachołkowie wprowadzili ją do przestronnej świetlicy prosto z ciemnego korytarza. Przez łzy widziała starego mężczyznę, pochylonego nad stertą dokumentów. Chociaż nigdy wcześniej go nie spotkała, doskonale wiedziała, kim jest. I co może. – Jejmość Halszka Pluto, herbu Krzywda… – słysząc kroki i skrzypienie podłogi, książę wojewoda uniósł wzrok znad arkuszaCzytajCzytaj dalej „Krzywda – część 1.”