Lubiła przychodzić nad staw. Szczególnie długie zimowe noce spędzane nad wodą miały w sobie coś magicznego. Wówczas niezmąconą ciszę przerywało tylko ciche trzeszczenie lodu pod łapami zamieszkujących jeziorko łabędzi. Ich smukłe sylwetki bielały na tle pokrytej martwymi wierzbowymi liśćmi tafli.

Łabędzie kochała od dziecka, kiedy po raz pierwszy usłyszała bajkę o księciu zaklętym w białego ptaka. Później wielokrotnie wyobrażała sobie, że jeden z łabędzi okaże się takim księciem z bajki, który wyrwie ją z tego szarego zamglonego miasta.

*

Pojawił się pewnego wieczoru. Początkowo nie widziała przyklejonej do wierzbowego pnia sylwetki, zauważyła go dopiero, kiedy wszedł w plamę księżycowego światła.

Dostrzegła zmierzwioną szpakowatą brodę okalającą mięsiste usta. Długie włosy zaplótł na karku w gruby warkocz, odsłaniając szeroki kark.

Oderwała wzrok od nieznajomego i wróciła do obserwowania drzemiących na lodzie łabędzi, przypominających w mroku kłębki strzępiastej bawełny. Zgięte w łokciach ręce wsparła na kutym płotku okalającym staw. Mężczyzna oparł się plecami o ogrodzenie i powiedział półgłosem:

– Też lubię łabędzie. Czasem śni mi się, że sam jestem łabędziem. Jest w tym coś… niepokojącego, ale i kuszącego – słychać było, że uśmiechnął się lekko.

– Tak… – odpowiedziała niepewnie. – Nie wiem właściwie, dlaczego mi się aż tak podobają. To jak z wpatrywaniem się w ogień lub tarczę Księżyca.

– Ponoć łabędzie potrafią hipnotyzować ludzi. Poważnie! Wabią ich, ściągają na środek rzeki, gdzie nurt jest najsilniejszy, a potem topią. Jeszcze inni mówią, że łabędź może porwać samotną piękną dziewczynę, żeby ta urodziła mu potomstwo, które wykluje się z jaj…

– Powinnam czuć się zagrożona? – W jej głosie zawibrowała drwina.

– Powiedziałem: samotną. Ty nie jesteś samotna, odkąd tu przyszedłem.

– Jestem samotna. Nie jestem sama – mruknęła pod nosem.

– Łabędziom to nie robi różnicy – odparł pewnym tonem. – Widzą cię z mężczyzną i to wystarcza.

– Jesteś pewien? – Spojrzała na niego wyzywająco. Sarkazm, podparty wypracowanym przez lata spojrzeniem, nie zrobił na nim najmniejszego wrażenia.

– W zupełności. – odwrócił się i zobaczyła niezwykle przenikliwe, elektryzujące spojrzenie. W prześwicie rozchełstanej mimo mrozu koszuli na jego piersiach widać było jakiś kształt. Wisior? Nie, tatuaż, ale było zbyt ciemno, żeby mogła dostrzec szczegóły rysunku.

Po chwili wyłaniający się zza chmury Księżyc oświetlił go dokładnie. Dumny orzeł rozpościerał skrzydła wzdłuż obojczyków mężczyzny. W mocarnych szponach sięgających mostka trzymał strzały, a może to były błyskawice – ciężko powiedzieć.

Równie trudno było powiedzieć, czy mężczyzna w ogóle jej się podobał, czy nie. Był owszem interesujący, ale nie można go było uznać za typowo przystojnego. Zdecydowanie nie pasował do jej wyobrażeń o księciu zaklętym w łabędzia, ale jednak było w nim coś magnetycznego, co nie pozwalało oderwać od niego wzroku, co skłaniało ją… Ba! Wymagało od niej, żeby pokochała swojego przypadkowego towarzysza.

Sama nie do końca zdawała sobie sprawę z tego, co robi, wzięła go za rękę. Przysunął się do niej, rozszyfrowując aluzję. Powiodła go do swojego mieszkania, które od stawu dzielił niecały kilometr. Nie rozmawiali po drodze, ale szli, obejmując się w pasie, jak prawdziwa para. Nie miała pojęcia, dlaczego tak bardzo pragnie tego mężczyzny, którego przecież pierwszy raz widziała na oczy. Chciała go, tu i teraz.

Otworzyła drzwi i wciągnęła go do środka.

Rozbierali się szybko, z wyraźną wprawą radząc sobie z szalikami, paskami, guzikami i sprzączkami. Szli przez mieszkanie, jak huragan zostawiając za sobą ścieżkę porozrzucanych ubrań. Dotarli do łóżka, a zaraz potem przestała czuć granicę pomiędzy swoim a jego ciałem. Roztopili się w sobie niczym czekolada, w jedną aksamitną formę.

*

Obudziła się tuż przed świtem, ale jego już nie było. Dlaczego w ogóle wpuściła tego mężczyznę do siebie, do swojego życia? Przecież nawet nie wiedziała, jak miał na imię. Ale z drugiej strony nigdy wcześniej, ani prawdopodobnie nigdy później nie przeżyje takiej drugiej nocy. Była pewna, że to spotkanie jedyne w swoim rodzaju.

Siedziała na łóżku pogrążona w rozmyślaniach, wpatrzona w wiszącą na ścianie reprodukcję jednego z obrazów Leonarda. A kiedy oderwała wzrok od obrazu i odwróciła głowę, zauważyła leżące na drugiej poduszce pojedyncze łabędzie pióro.