To nie jest tak, że dobrze, albo że niedobrze. Pisanie jest potrzebą – podobnie jak jedzenie, spanie, chodzenie na spacer. Kiedy w wyobraźni kotłują się myśli, pojawiają kolejne pomysły, rozkwitają alternatywne światy, trzeba dać im zaistnieć.

Chcę dzielić te myśli z Tobą. Chcę dać Ci choć cień wyobrażenia o powstających w mojej głowie obrazach (ale też dźwiękach i zapachach), o tworzących się całych rzeczywistościach, o postaciach – ludziach i nieludziach – pojawiających się na mojej drodze.

Dlatego już lata temu wybrałem dla siebie gatunek niekiedy pogardzany, uważany za gorszy, za „mało poważny” – fantastykę. I zaraz pokażę Ci, dlaczego sam go za taki nie uważam.

Wszyscy lubimy bajki

Na wielu z nich się wychowaliśmy. W inne uciekamy, kiedy jest nam nudno lub źle – nieważne, czy to książka, film czy gra komputerowa. Baśnie, bajki, opowieści niezwykłe to rzeczywistość, którą wszyscy dobrze znamy. Śmiejemy się w kinie, oglądając najnowszą animację, wciskamy [f], żeby wyrazić żal po stracie ulubionej postaci, tęsknimy za innymi światami po przewróceniu ostatniej strony książki. Słowem – baśnie, fantastyka: to nasza codzienność. Dlaczego mielibyśmy ją traktować po macoszemu?

W teorii kultury znana (niemal legendarna) jest praca Władimira Proppa, „Morfologia bajki magicznej”. Radziecki badacz pokazuje w niej, że te historie, uważane często za infantylne, niepoważne czy niewarte uwagi, są kluczowe dla zrozumienia tego, kim jesteśmy jako ludzie. W krzywym zwierciadle pokazują, jak żyć, co robić, o czym marzyć. Są skarbnicą ludowej wiedzy – piszę to bez żadnej ironii, bo jako antropolog rozumiem, że wszyscy się tą wiedzą posługujemy, czy tego chcemy, czy nie. Ale czasy się zmieniają. Trzeba więc nieustannie pisać nowe bajki. I tu wkracza fantastyka.

Gatunek bajarzy

Jednocześnie nie będzie przesadą, jeśli powiem, że homo sapiens to gatunek bajarzy, storytellerów. To właśnie umiejętność opowiadania historii pozwoliła nam pamiętać więcej, dzielić się doświadczeniami, marzyć o tym, co na pozór wydaje się nierealne. To historie, zarówno te opowiadane przy paleolitycznym ognisku, wśród naskalnych ilustracji i rekwizytów wykonanych ze zwierzęcych czaszek czy patyków, jak i te współczesne, oprawione w wysublimowane ramy naukowych opracowań lub wysokobudżetowych hollywoodzkich filmów, nieustannie sprawiają, że możemy nazywać się ludźmi. Jeśli Twój wzrok nie padł jeszcze na tę książkę, polecam Ci „Sapiens” Yuvala N. Harariego, w celu zgłębienia tego tematu. No dobrze, zapytasz. Ale co to ma wspólnego ze mną?

Jako twórca, jako pisarz chcę mieć udział w ciągłym opowiadaniu historii, które sprawiają, że jesteśmy ludźmi. Chcę pisać o rzeczach, które być może sprawią, że będziemy ludźmi coraz lepiej, z coraz większym pożytkiem dla siebie nawzajem i dla naszej Planety – jedynego domu, jaki (póki co) mamy. Chcę Cię prowokować do myślenia, bawić w trudniejszych chwilach i wpychać w zadumę wtedy, kiedy wydaje Ci się, że wszystko jest w porządku. Mam nadzieję, że mi się to uda – nie raz i nie dwa.

Ja doceniam fantastykę. A Ty?

Na łamach tej strony temat będzie wracał wielokrotnie, więc teraz jedynie go zarysuję. Będę się raz po raz starał pokazywać, czym dla mnie jest fantastyka, a wydaje mi się, że nie jestem w tym zdaniu osamotniony.

Oczywiście opowieści o smokach, elfach, dalekich podróżach, lotach kosmicznych czy rycerzach Jedi są wspaniałą odskocznią od trudnej, szarej, nudnej rzeczywistości. Pozwalają zanurzyć się w innych światach, pożyć chwilę cudzym życiem – posługiwać się magią, wskrzeszać zmarłych czy wyruszyć na poszukiwania świętego Graala.

Ale podobnie jak w ludowych opowiastkach, które matki snuły dzieciom przed zaśnięciem, w fantastyce tkwi też ziarno prawdy odnośnie naszego własnego świata, tego bliskiego, widzianego przez okno. Fantastyka jest kostiumem, scenografią, która pozwala nabrać dystansu i rozmawiać o tym, co opowiadane wprost byłoby niewidoczne. Jak Andrzej Sapkowski mówiący o wykluczeniu społecznym na przykładzie ludzi i nieludzi. Jak Jacek Dukaj w „Perfekcyjnej niedoskonałości”, przyglądający się temu, co znaczy być człowiekiem. Jak J.R.R. Tolkien, rozważający kwestie Dobra i Zła. Jak George R. R. Martin, zastanawiający się, czy w polityce w ogóle istnieje „czysta gra”. Spoiler alert: nie istnieje.

Żeby na sam koniec nie zrobiło się zbyt poważnie, powiem Ci od razu, że częściej na tej stronie pojawiać się będzie moja własna twórczość, zabawy językiem, gry konwencją. Manifestów więcej nie planuję. Ale na samym początku warto nakreślić sobie pewne granice. Bo następne „notatki z życia” będę z pewnością publikował. A w jakiej formule – wyjdzie w praniu.

Do zobaczenia,

K.