„Polska brunatnieje” – takie tytuły w ostatnich dniach zalewają czołówki gazet i portali (któż z nas jeszcze czytuje gazety!). A ja nie chcę milczeć – nie mogę milczeć w takiej chwili.
Siadam do tego tekstu niedługo po lekturze Króla Szczepana Twardocha, za którego zabrałem się z opóźnieniem, w ramach nadrabiania zaległości. Ale ta książka nie mogła trafić we właściwszy (żeby nie powiedzieć „lepszy”) moment. Wystarczy wyjrzeć za okno, ale ostrożnie, żeby przypadkiem nie oberwać od nadgorliwego „patrioty”.
Lata dwudzieste, lata trzydzieste
Historia może się i nie powtarza, ale się rymuje. Lub powtarza się jako farsa – znasz zapewne te dwie wersje jednej i tej samej mądrości. I dziś widzimy odbicie wydarzeń, które dzieliły polskie społeczeństwo przed stu laty. Równo wiek temu Rzeczpospolita pękła wzdłuż osi wschód-zachód oraz prawo-lewo.
Ruchy nacjonalistyczne pod parasolowym szyldem endecji w imię rzekomej odbudowy polskiej gospodarki ciągnęły w stronę współpracy politycznej i handlowej z ZSRR (zapierając się jednocześnie idei komunizmu). Uzasadniały swoje działania nie tylko antagonizmem wobec Niemiec (co po I wojnie światowej było nawet zrozumiałe), ale również niechęcią do Wielkiej Brytanii, w których upatrywano potencjalnych nieprzyjaciół polskiej niezależności. Pozostawało jeszcze znaleźć wroga wewnętrznego – tych endekom nie brakowało, wszak II RP wciąż zamieszkiwana była przez Żydów różnych politycznych denominacji oraz socjalistów wszelkiej maści, więc ktoś się zawsze napatoczył.
Po drugiej stronie barykady stali centryści i lewicowcy, choć to pojęcie dość nieprecyzyjne. Przeciwny endecji obóz sanacyjny wymykał się bowiem utartym definicjom, dążąc do elitaryzmu i eksluzywności życia politycznego, ale wciąż ciążyły ku niemu różne frakcje powiązane z PPS czy innymi ruchami lewicowymi, odżegnującymi się od powiązań z Rosją (carską podczas rewolucji 1905, a bolszewicką w dwudziestoleciu).
Déjà vu
Dziś, gdy Prawo i Sprawiedliwość, które swą nazwę wywodzi wprost z Biblii (Ps 33:5), mianem wrogów określa zjednoczoną Europę, jednocześnie podsycając nastroje ksenofobiczne, nic z chrześcijaństwem niemające wspólnego; gdy w siłę rośnie prawica w różnych odcieniach, a atmosfera w kraju staje się coraz bardziej pogromowa; gdy część kleru i biskupów wprost podsyca antagonizmy, stając w sprzeczności do społecznego nauczania Kościoła oraz treści Ewangelii, odnoszę wrażenie niepokojącego déjà vu. I podobnie jak przed II wojną, po drugiej stronie widzę podzieloną, pozbawioną mocy i sprawczości ekipę, która działanie zastąpiła przekonaniem o własnej wyższości moralnej. Ekipę, która kształtowanie rzeczywistości w oparciu o odważną wizję zastąpiła nieudolnym odpowiadaniem na wyniki sondaży i do tego stopnia uwierzyła w nieuchronność własnego sukcesu, że nawet nie przygotowała sobie planu B. Zobaczymy, czy rekonstrukcja rządu coś zmieni, ale nie nastawiałbym się optymistycznie.
Jest oczywiście i lewica, która może nawet próbuje budować słuszne, logiczne narracje, ale z samego mówienia niewiele wynika – nawet w polityce.
Wróg zawsze się znajdzie
Jako pisarz może nie powinienem mówić o polityce wprost, ukrywając ją w warstwach metafor i alegorii. Jako antropolog winienem raczej obserwować i analizować, niż się angażować. Ale jestem również obywatelem tego kraju i człowiekiem. Zatem jako obywatel i człowiek mówię jasno:
Polska nie powinna znów stać się areną prześladowań i pogromów – bez względu, czy ofiarami będą Żydzi, Arabowie, Indusi, czy może rodowici Polacy, których kolor skóry i inne cechy zbyt odbiegają od nacjonalistycznego ideału słowiańskiego mieszkańca kraju nad Wisłą.
Polska nie powinna stać się areną sporów i napięć wewnętrznych w czasach, w których jest najsilniejsza gospodarczo i pełni istotną rolę w polityce europejskiej.
Graniczymy wszak z totalitarnym pseudoimperium, którego elity tylko czekają, aż weźmiemy się za łby. I nie, nie mówię tu o Niemczech.
W Europie – bo gdzie mam być?
Miejsce Polski jest w Europie i z Europą. Unia Europejska to nie jakiś obcy twór. Od 20 lat Unia Europejska to także ja i Ty. Nie wiem, czy pamiętasz czasy sprzed wstąpienia do Wspólnoty. Jeśli tak, to wspomnij je i spróbuj wykonać prosty rachunek zysków i strat.
A ja tymczasem powtórzę za Robertem Makłowiczem (w końcu historykiem): jedyny kraj z naszego otoczenia, który zawsze był i do dzisiaj pozostaje wrogo nastawiony do Polski to Rosja. Moskwa wielkich książąt, Petersburg carów, Sojuz dyktatorów, partyjnych sekretarzy, Federacja prezydentów. Zmieniały się szyldy i kostiumy, ale pewne sprawy pozostały niezmienne. Jak i dlaczego – to materiał na inny dzień.
Dziś zostawiam Cię z przesłaniem. Nie daj się oszukać. Nie daj się zmanipulować. Nie daj się zradykalizować i zamknąć w ciasnej bańce plemienia. Nie powielaj niesprawdzonych informacji.
I pamiętaj – jako kraj, jako wspólnota zasługujemy na szacunek, ale nie kosztem innych.
Post scriptum
To doprawdy ironiczne, że biskup Mering (cóż za arcypolskie nazwisko!) cytuje z ambony Wacława Potockiego – radykalnego protestanta i znanego antyklerykała. Ciekawe, cóż poeta na to. Na marginesie dodam, że cytowanie epopei opartej na kompilacji różnych tekstów, które niekoniecznie muszą wyrażać poglądy autora, ale raczej poglądy postaci, jest dość ryzykowne intelektualnie. No ale co ja tam wiem.
Mering to już chodzący trup więc jako emerytowi przysługuje mu prawo do prawienia od rzeczy. Przecie mu już Watykan ani sakry nie zabierze ani kapelusza nie da. Reszta episkopatu może podlegać dyscyplinowaniu. A sporo ciekawych wakatów się szykuje.
Co do antyemigrackiego wzmożenia to paliwo to silne ale krótkotrwałe. Do wyborów może nie starczyć.
PolubieniePolubienie
To paliwo, którego po okrucieństwie II wojny w ogóle nie powinno być. Ale niestety jest, i to jest sankcjonowane przez tzw. elitę polityczną – chociażby w osobie K. Bosaka, przyznającego, że „ksenofobia jest siłą spajającą naród i należy ją pielęgnować”. O Braunie nawet nie wspominam.
Wrócę do Tuwima i za Tuwimem powtórzę:
>>Nie dzielę Polaków na „rodowitych” i „nierodowitych”, pozostawiając to rodowitym i nierodowitym rasistom, rodzimym i nierodzimym hitlerowcom. Dzielę Polaków jak Żydów i jak inne narody na mądrych i głupich, uczciwych i złodziei, inteligentnych i tępych, interesujących i nudnych, krzywdzonych i krzywdzących, gentlemanów i nie-gentlemanów itd. Dzielę też Polaków na faszystów i kontrfaszystów. Te dwa obozy nie są, oczywiście, jednolite, każdy z nich mieni się odcieniami barw o rozmaitym zgęszczeniu.<<
PolubieniePolubienie
W Izraelu rządzą dość otwarci neonaziści choć swastyki zastępują im gwiazdy Dawida. Więc odpornych nacji niezależnie od historii nie ma. Zupełnie odrębną sprawą jest to że imigracja tak legalna jak i nielegalne generuje masę zupełnie realnych problemów i sporo z nich jest zupełnie ignorowane przez rządzących z wszystkich opcji.
PolubieniePolubienie