Emocjonalny ekshibicjonizm

Kamil Exner, fot. Nina Filek

Ponad trzy (sic!) lata temu pisałem tu, że nie potrzebuję sławy. Stwierdzenie to podtrzymuję – nie dążę do tego, żeby stać się kolejnym instagramowym celebrytą, rozpoznawalnym na ulicy dzięki sztucznie nadmuchanym zasięgom. Widzisz zresztą, że w social mediach nie ma mnie wcale tak dużo. Ale przez ten czas zrozumiałem coś o naturze pisania. I dziś chcę się tym zrozumieniem z Tobą podzielić.

Amy McNee, jedna z lepszych mentorek (?), motywatorek (?) osób twórczych – zastanawiam się, jakim słowem ją określić; możesz samodzielnie wybrać takie, które najlepiej ją opisze – wielokrotnie powtarza, że sztukę tworzymy dla zwrócenia na siebie uwagi. I faktycznie tak jest. Sztuka (w tym również literatura) jest wołaniem o dostrzeżenie, wołaniem o zauważenie i docenienie. Zawsze nim była. Jednak nie wiąże się to od razu z „parciem na szkło”.

Wstyd? Do kosza!

Sztuka jest emocjonalnym ekshibicjonizmem. Im bardziej bezwstydna, tym lepiej, o czym pisałem poprzednio. Powtórzę tylko, że to krępujący twórcę konformizm, konwenans i wstyd właśnie jest tym, co sztuce najbardziej szkodzi, co ogranicza jej szczerość i autentyczność.

Ale to nie znaczy, że obnażając się emocjonalnie przed Tobą pragnę być wyłącznie podziwiany. Pragnę Twojej uwagi, nie bezkrytycznego zachwytu. Jeśli sztuka jest relacją, a wszystko na to wygląda, jej podtrzymanie jest niemożliwe bez wzajemnej uwagi – Twojego dostrzeżenia mojej twórczości i mojej wrażliwości na Twoje potrzeby. Pisząc i czytając wchodzimy w całkiem intymną zażyłość, w której nasze emocje oddziela jedynie cienka kartka papieru (lub ekran czytnika). W takiej sytuacji potrzeba uwagi oraz uważności.

Sky There is no limit

Sztuka jest też przestrzenią rozkwitu, rozwijania skrzydeł. Domyślasz się zapewne, jak trudno rozwija się skrzydła, gdy człowiek wciśnięty jest w kąt społecznych oczekiwań, gdzie pióra ocierają się o chropawe ściany nie-zwracania-na-siebie-uwagi i bycia-posłusznym-obywatelem. Aby rozwinąć skrzydła, trzeba wyjść na środek, a więc zwrócić na siebie uwagę – nie po to, by stać tam i być podziwianym przez zaciekawiony tłumek niby cyrkowe dziwadło z wiktoriańskiego gabinetu osobliwości, ale po to, by wzlecieć i odkryć wreszcie, że życie ma trzy wymiary.

Stanie twardo na ziemi i robienie tego, co wszyscy dookoła, bez przyciągania obcych spojrzeń, może i jest stabilne, może i jest zachowawcze, ale jak głosi fraszka Sztaudyngera:

Stabilizacja motylka
– to szpilka.

Sięgnąć po nieśmiertelność

Nie potrzebuję sławy ja jako Kamil, trzydziestoparoletni facet z Krakowa. Nie marzę po nocach o paparazzi goniących mnie po wiślanych bulwarach, ani o spacerach po czerwonym dywanie na dowolnym festiwalu w dowolnym miejscu.

Pragnę uwagi i artystycznej relacji z Tobą, tak by pod koniec życia móc spojrzeć na siebie w lustrze i mieć nadzieję, że na nagrobku napiszą mi coś więcej, niż „chodził do pracy i płacił podatki”. Podobnie jak twórcy, którzy przed tysiącami lat odmalowywali swoje dłonie na ścianach jaskiń i zapamiętale szkicowali sceny, w których razem ze szwagrem polują na bizona, chcę po sobie pozostawić ślad. Nawet, jeśli nie będzie to monumentum aere perennius, to wciąż będzie jakąś próbą sięgnięcia po nieśmiertelność. O nieśmiertelności napisałem książkę, więc wiem, co mówię.

Piszemy dla uwagi. Tworzymy sztukę dla uwagi. I najlepsze dzieła powstają, kiedy odrzucimy narzuconą nam skromność i wzlecimy w górę, pozostawiając tych na dole z mieszaniną zażenowania (z powodu złamania norm społecznych) i podziwu (dokładnie z tego samego powodu). Nie potrzebuję więc sławy. Ale uwagi nieustannie pożądam. I dobrze mi z tym. Bo przecież jestem człowiekiem – a nie ma chyba nic bardziej ludzkiego, niż dążenie do nieśmiertelności.

Kliknij zielony przycisk, aby wesprzeć (moją) literaturę!

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Opublikowane przez Kamil Exner

Pisarz, copywriter, antropolog. Zapraszam na kamilexner.com

Jedna odpowiedź na “Emocjonalny ekshibicjonizm

Dodaj komentarz