Scribo ergo sum

Kamil Exner - zimowy portret. Autor: Wojciech Latawiec.

Piszę, więc jestem – w tym stwierdzeniu nie ma przesady.
Pisanie może być wieloma rzeczami. Rozrywką. Sposobem na zarobek (nie polecam takiego podejścia). Próbą zabicia nudy.
Ale dla mnie pisanie to mój własny głos, moja własna opowieść, która czyni mnie człowiekiem. Moja świadomość przelana na papier, myśli zebrane i uładzone na tyle, by dało się je podać dalej.
A czym jest pisanie dla Ciebie?

Opowieści – tworzywo Świata

Jako ludzie żyjemy opowieściami. Fizycy twierdzą, że świat to przede wszystkim matematyka. Ale czymże jest matematyka, jeśli nie bardzo skomplikowaną opowieścią? Iksy, igreki i inne delty tworzą język eseju, którego tematem jest obraz rzeczywistości. A nam, osobom wybierającym zdania wielokrotnie złożone ponad eleganckie wzory, pozostaje zwykła mowa – bardziej elastyczna, mogąca pomieścić nie tylko to, co jest, ale również to, czego nie ma i nie było nigdzie poza kartką papieru, poza wypowiedzianym zdaniem wibrującym parą w mroźnym powietrzu.
Od tysiącleci splatamy takie właśnie pozornie zwykłe zdania w opowieść o świecie nie takim, jakim matematycznie jest, ale takim, jakim go pojmujemy. Próbujemy nadać sens temu bezsensownemu uniwersum, którego (gdybyż tylko miał własny umysł) z pewnością nie obchodziłyby jakieś małpy dewastujące trzecią planetę od Słońca. Zupełnie tak, jak nas nie obchodzi los miliardów mikrobów, mas mrówek czy planktonu wypełniającego morskie tonie.
Ale my się nie poddajemy. Wciąż siadamy razem – przy ognisku, w knajpie, na spotkaniu czy warsztacie – i mozolnie wkładamy sensy w otaczający nas kosmos.
Samo słowo – kosmos – to zresztą jedno z takich znaczeń, którego początek tak mocno zatarł się w naszej pamięci, że pojęcie wydaje się teraz odwieczne, niczym świat, który opisuje. ‘O κόσμος to dosłownie „porządek” – mokry sen pitagorejczyków marzących o tym, by otaczająca ich rzeczywistość miała wewnętrzny sens i elegancką spójność. Spoiler alert: nie ma. Na pewno nie w takim stopniu, w jakim by sobie tego życzyli.

Unikalność doświadczenia

Wciąż na nowo sięgamy po opowieści, które przez tysiąclecia zdążyły utworzyć gęsty palimpsest powtarzających się historii i motywów. Otwierając kolejną książkę czy włączając nowy film, mamy spore szanse zobaczyć znajome twarze, a bohaterowie popełniają wciąż te same błędy i ulegają tym samym, co zawsze, namiętnościom. Nihil novi sub sole, chciałoby się rzec.
Czy więc w ogóle warto pisać, skoro wszystko już zostało napisane?

Piszę od dziesiątego roku życia, ale w liceum opadło mnie zwątpienie. Po co to wszystko? Skoro od czasów Arystofanesa śmiejemy się z tych samych żartów, średnio co 2 lata widzimy kolejną adaptację legendy o Robin Hoodzie, a współczesne opowieści o superbohaterach czerpią ze starożytnych mitów takimi garściami, że Homer i Herodot mogliby oskarżać wytwórnie filmowe o plagiat, gdyby tylko znali takie pojęcie – to po co ja jeszcze mam sięgać po klawiaturę i zapisywać kolejne pliki mniej lub bardziej udanymi tekstami?
Odpowiedź przyszła po kilku latach i jest bardzo prosta – piszę, bo tego pragnę. Piszę, bo moja prywatna opowieść wylewa się ze mnie tak czy siak, a nie chciałbym, żeby przerwała tamy. Piszę wreszcie, bo świat z mojej perspektywy też wymaga uporządkowania, przekształcenia z chaosu bodźców w kosmos sensów. Piszę, by ustami moich bohaterów (a właściwie – głównie bohaterek) mówić o tym, co mnie boli, a co przyciąga.
Chcę Cię zaprosić do mojego pisania. Nie dlatego, że pożądam sławy i rozgłosu, ale dlatego, że – jak każdy – potrzebuję bliskości. Odsłaniam więc przed Tobą swoje lęki, pragnienia i słabości, gotowy na stworzenie z Tobą relacji nie przez kontakt ciał, ale zbliżenie umysłów.
Tym właśnie jest literatura – relacją. Jednym z najbardziej intymnych rodzajów relacji, jakie możemy zbudować, nawet, jeśli dzielą nas setki kilometrów czy tysiące lat. Jeśli, jak chciał Arystoteles, jesteśmy zwierzętami społecznymi, to wspólne przeżywanie opowiadanych historii czyni nas naprawdę ludźmi.

Nie jest zatem ważne, że moje pisanie nie jest oryginalne, w znaczeniu – niepowtarzalne, niepodobne do niczego. Jestem człowiekiem, więc siłą rzeczy będzie ono przypominać opowieści innych ludzi. Jest jednak unikatowe, bo jest moje. Przepuszczone przez mój umysł, a żaden inny, przez moje doświadczenia, moje ciało i mój ból kręgosłupa, dokuczający po wielu godzinach spędzonych przed komputerem.
Jeśli chcesz wejść ze mną w tę relację nazywaną szumnie literaturą (lub ją kontynuować), będę zaszczycony. A jeżeli Ty również pragniesz pisać i szukasz ujścia dla Twojej kreatywności lub odpowiedzi na pytanie o sens świata, koniecznie napisz do Marty. Naprawdę warto.

Tekst powstał oryginalnie jako newsletter dla Marty Mareckiej.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Opublikowane przez Kamil Exner

Pisarz, copywriter, antropolog. Zapraszam na kamilexner.com

Dodaj komentarz