Kto czyta – żyje wielokrotnie, kto zaś z książkami obcować nie chce, na jeden żywot jest skazany.
Józef Czechowicz
Żyje się tylko raz. Na szczęście pisanie (i czytanie) książek pozwala nam żyć po wielokroć, za każdym razem odczuwając inne emocje i podejmując odmienne od własnych decyzje. Literatura to bowiem istne laboratorium przeżyć. Nie tylko tych łatwych i przyjemnych.
Opowiadane historie to nie wyłącznie nośnik informacji. Gdyby tak było, po cóż sięgalibyśmy raz za razem po opowieści dobrze już znane? Wszyscy znamy najpopularniejsze z nich – o ostatnim sprawiedliwym rycerzu, który sprzeciwia się złu; o sierocie, która odkrywa własne dziedzictwo i zmienia losy świata; o parze kochanków, których miłość przezwycięża społeczny sprzeciw. Nihil novi, chciałoby się rzec.
Aby świat miał sens
Historie to przede wszystkim sensy, które nadajemy otaczającemu nas światu. Zakamuflowane ostrzeżenia lub zachęty do działania, pocieszenia i skarcenia. A także przestrzenie, w jakich bezkarnie możemy wcielać się w innych, spoglądać na świat ich oczami i wejść w buty, które w „prawdziwym życiu” byłyby dla nas zdecydowanie za ciasne lub dużo za duże.
Często bohater lub bohaterka za nas spełnia najskrytsze fantazje o sprawiedliwości, triumfie dobra, prawdziwej miłości czy przyjemności pozbawionej wstydu. Postać literacka staje się protezą naszych emocji, które obawiamy się przeżyć lub nie możemy ich zrealizować, bo są zbyt trudne, spotykają się z oporem społecznym i napiętnowaniem albo okazują się niewykonalne. Przypomnij sobie pragnienie Numernabisa z filmu „Asterix i Obelix: Misja Kleopatra”, który chciał odnaleźć druida i jego magiczny napój. Jego skryba, Otis, od razu hamuje szefa: „Tylko że takich napojów nie ma. Chyba, że w papirusach dla małych dzieci”. A teraz pomyśl, jak często Ty chcesz, żeby sytuacja, o której czytasz, mogła przydarzyć się naprawdę, a nie tylko na kartach książki czy kinowym ekranie. Całkiem często, prawda?
Nie wiem, jak Ty, ale ja nie dostałem listu z Hogwartu w wieku jedenastu lat, zaglądając do szafy nie zobaczyłem ośnieżonej latarni i fauna w szaliku, ani nie wpadłem do wykrotu, goniąc białego królika odzianego w liberię. Wątpię też, żeby na progu mojego domu za kilka czy kilkanaście lat pojawił się Gandalf z fajką w zębach. Zamiast czekać na posłańca, sam postanowiłem stworzyć sobie inne światy i eksplorować je wraz z Tobą, po dwóch stronach tej samej kartki.
Laboratorium emocji
Nie zawsze jednak ta eksploracja jest przyjemna. Czasami trzeba również pisać o tym, co trudne i niewygodne. Mam takie doświadczenie, jak czytając na głos fragment powstającej właśnie Krzywdy przed gronem kilku innych osób, zobaczyłem u jednej z nich autentyczny lęk i obrzydzenie tym, co usłyszała. To prawda, scena jest brutalna i może być nieprzyjemna. Sam zresztą kilka razy zgrzytnąłem zębami, słuchając pisania innych osób z tamtej ekipy.
Ale jestem przekonany, że w literaturze potrzebujemy też trudnych emocji. Tak jak idziemy do kina na horror czy thriller, żeby poczuć strach, pozostając cały czas w miękkim fotelu otoczonym chmurą aromatu prażonej kukurydzy, tak i nie powinniśmy unikać pisania (i czytania) o bólu, frustracji czy stracie. Właśnie obcując z nimi na kartach książek i ekranach kin, wyrabiamy w sobie mechanizmy radzenia sobie z tymi uczuciami na co dzień. Pomyśl o książce jak o emocjonalnej szczepionce. Poboli, owszem. Możesz odczuwać trudności. Ale Twoje ciało dowie się, że po psychicznym dołku następuje powrót do równowagi, że lęk, ból czy obrzydzenie to tylko tymczasowe stany, których nie musi się obawiać. Ta trudniejsza w odbiorze literatura to prawdziwe laboratorium dla Twojej psychiki. Nie zastąpi terapii, ale może pomóc.
Opowieść tak, makabra – nie
Oczywiście we wszystkim trzeba znać umiar. Zbędne epatowanie okrucieństwem, tak popularne wśród współczesnych twórców kryminałów i thrillerów, albo sprowadzanie ludzkiej seksualności tylko i wyłącznie do pornografii, jak w przypadku tekstów erotycznych, może odstręczać, a nawet traumatyzować odbiorcę. Takie powieści i filmy, choć (niestety) popularne, nie spełniają celu opowieści, nie nadają sensu, nie pozwalają oswajać się z emocjami. Zamiast tego budują nieprzystające do rzeczywistości wyobrażenia i rozregulowują psychikę, męczą i uwierają.
Rzecz jasna i takie dzieła znajdują własne grono amatorów, rozmiłowanych w brutalności, parafiliach czy wręcz znalezieniu się w pozycji ofiary. Nie jestem psychologiem i nie zamierzam w związku z tym diagnozować osób, które po takie teksty sięgają. Jednak jako twórca nie zamierzam przesycać własnych powieści scenami, nawet w kategorii 18+ plasującymi się w najbardziej skrajnym końcu spektrum. Jeśli tekst przestaje opowiadać historię i staje się zlepkiem okrucieństw, porno i bezsensownego gore, to moim zdaniem wypada z półki „literatura”.
Nie jesteś samotną wyspą
Nie bój się sięgać po trudne tematy. A jeśli okażą się zbyt przytłaczające, pamiętaj – książkę zawsze możesz zamknąć, film wyłączyć (lub wyjść z kina), grę zapisać i wrócić do niej kiedy indziej. Spróbuj jednak zmierzyć się z tym trudem właśnie w fikcyjnym świecie, właśnie po to, aby w „prawdziwym życiu” było Ci łatwiej i lżej.
I pamiętaj – proszenie o pomoc to nie ujma na honorze. Jeśli dzieje się coś, co Cię niepokoi albo uwiera, nie czekaj, tylko skontaktuj się ze specjalistą. Twoje życie jest zbyt ważne, żeby spędzać je w kryzysie.
Telefon zaufania dla dzieci i młodzieży: 116 111
Telefon zaufania dla dorosłych: 116 123
Kliknij zielony przycisk, aby wesprzeć (moją) literaturę!