Inanna i Erra

Bogini Inanna na grzbiecie lwa. Ilustracja do fragmentu powieści "Szlak Nieśmiertelności", autor: Kamil Exner
Fragment powieści „Szlak Nieśmiertelności”

Noc wokół Wyspy rzedła, ustępując powoli jutrzence. Zmartwychwstała wyprostowała się i przeciągnęła. Stała naga w swoim namiocie, szarpanym mocnym dilmouńskim wiatrem, leniwie obserwując Ninszubur, rozkładającą na dywanie nowo zakupione ubrania i części zbroi. Sukkal podniosła się, unosząc przed sobą pala, białą jak światło błyskawicy. Inanna skinęła głową. Ninszubur ubrała królową, starannie układając materiał na jej ciele i spinając suknię na ramieniu broszą w kształcie ośmioramiennej gwiazdy. Znów sięgnęła do rozłożonych obok przedmiotów i nałożyła Zmartwychwstałej bransolety ze złota na ramiona i przedramiona, pierścienie na palce oraz zausznice z długimi łańcuszkami, sięgającymi poniżej linii szczęki.

– Broń? – spytała Inanna.

– Szara zaraz przyniesie – powiedziała Ninszubur, spuszczając głowę. – Gamlu, tak jak sobie życzyłaś.

– A bestia?

– Czeka na zewnątrz. – Sukkal odsłoniła połę namiotu i przepuściła Inannę, wskazując ręką przywiązane do palika zwierzę.

Nie był to lew, przynajmniej nie w takiej formie, w jakiej Inanna wcześniej widywała lwy, ale jego dilmouński odpowiednik. Większy i bardziej masywny, kłębem sięgał Królowej Niebios do mostka, a łeb, smuklejszy niż u pantery, bardziej przypominający serwala, mógłby spokojnie położyć jej na ramieniu bez stawania na tylne łapy. Inanna uśmiechnęła się, a bestia zamruczała w odpowiedzi. Usiadła, owijając puszysty ogon wokół zadu i przydeptując jego koniec przednią łapą.

Inanna wyciągnęła rękę do Ninszubur, a sukkal podała pani kawał surowego mięsa, przygotowany zawczasu w jednym z koszy z jedzeniem. Kot momentalnie zwęszył zdobycz i podszedł na tyle, na ile pozwalał mu masywny łańcuch przypięty do obroży. Wyciągnął łapę i spróbował pacnąć aromatyczne ścierwo pazurami.

Zmartwychwstała czekała, aż bestia się uspokoi. Wyciągnęła drugą rękę, przenosząc uwagę zwierzęcia na ruch palców, a kiedy jego oczy rozszerzyły się, jak do polowania, pchnęła w jego stronę delikatny impuls Mocy. Kot cofnął się zaskoczony. Źrenice zwęziły się w pionowe szparki i zwierz, sycząc bez przekonania, położył się przed Inanną. Nagrodziła go mięsem i podeszła podrapać olbrzymie szpiczaste uszy.

– Co myślisz, pani? – Ninszubur zatknęła dłonie za pasek.

– Myślę, że jakoś się dogadamy. – Inanna uśmiechnęła się. – Prawda, kocie?

Odpowiedział jej pomruk i jeszcze głośniejsze niż przedtem mlaskanie. Mięso znikało między kłami w zastraszającym tempie.

– Powinnaś go jakoś nazwać. – Ninszubur, najwyraźniej ośmielona gestem Inanny, podeszła do bestii i pogładziła jej grzbiet.

– Erra – odpowiedziała Inanna bez chwili zastanowienia. – Będzie się nazywał Erra.

Kot zamruczał i przewrócił się na grzbiet, odsłaniając umięśniony brzuch, pokryty nieco ciemniejszym niż z wierzchu futrem. Inanna podeszła do palika i odpięła łańcuch. Poklepała Errę po żebrach i szarpnęła lekko, zmuszając go do powrotu na cztery łapy. Gdy jeszcze leżał, przełożyła jedną nogę przez grzbiet zwierzęcia, tuż za kłębem i cmoknęła.

Erra wstał, mierząc się z nieznanym sobie wcześniej ciężarem. Przeciągnął się, zmuszając Inannę do mocnego wychylenia ciała i nagle stanął dęba, jakby chciał ją zrzucić. Chwyciła się pofałdowanej skóry na jego karku i przesłała silniejszy impuls Mocy. Kot pod wpływem jej uderzenia spokorniał. Zmusiła go do wolty wokół namiotu, by zaraz rozpędzić go do galopu naokoło stawu. Ścisnęła koci grzbiet mocniej w łydkach i puściła grzywę. Utrzymując równowagę samymi biodrami, skierowała bestię na pobliskie skały. Erra wdrapał się błyskawicznie na szczyt i zaryczał basowo. „Z pewnością się dogadamy” – pomyślała Inanna, wplatając dłoń w sierść na szyi zwierzęcia.

„To właśnie kompletne zaprzeczenie śmierci” – myślała, gładząc bestię po grdyce. Przyjemność, kontakt z inną żywą istotą, zmysłowość, ciepło. Kocie pomruki. Nie od parady niegdyś uznawano Inannę za patronkę zmysłowej rozkoszy.

Nie odrywając palców od szyi Erry, uniosła oczy ku blednącym w przedświcie gwiazdom. Niebo usiane zupełnie obcymi konstelacjami w niczym nie przypominało sfer opinających Arattę ani gwiazd wokół Ziemi, na której bywała przed wiekami poszukiwać szczęścia. Obce, fioletowe od wschodzącego słońca i pokryte rozległymi plamami pobliskich mgławic, sprawiało wrażenie nierealnego. A jednak mogła w nie patrzeć, mimo że już raz umarła.

Cała powieść już wkrótce.
Jeśli chcesz wspierać moje pisanie, postaw mi wirtualną kawę.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Opublikowane przez Kamil Exner

Pisarz, copywriter, antropolog. Zapraszam na kamilexner.com

Dodaj komentarz