Fragment powieści „Szlak Nieśmiertelności”
Noc wokół Wyspy rzedła, ustępując powoli jutrzence. Zmartwychwstała wyprostowała się i przeciągnęła. Stała naga w swoim namiocie, szarpanym mocnym dilmouńskim wiatrem, leniwie obserwując Ninszubur, rozkładającą na dywanie nowo zakupione ubrania i części zbroi. Sukkal podniosła się, unosząc przed sobą pala, białą jak światło błyskawicy. Inanna skinęła głową. Ninszubur ubrała królową, starannie układając materiał na jej ciele i spinając suknię na ramieniu broszą w kształcie ośmioramiennej gwiazdy. Znów sięgnęła do rozłożonych obok przedmiotów i nałożyła Zmartwychwstałej bransolety ze złota na ramiona i przedramiona, pierścienie na palce oraz zausznice z długimi łańcuszkami, sięgającymi poniżej linii szczęki.
– Broń? – spytała Inanna.
– Szara zaraz przyniesie – powiedziała Ninszubur, spuszczając głowę. – Gamlu, tak jak sobie życzyłaś.
– A bestia?
– Czeka na zewnątrz. – Sukkal odsłoniła połę namiotu i przepuściła Inannę, wskazując ręką przywiązane do palika zwierzę.
Nie był to lew, przynajmniej nie w takiej formie, w jakiej Inanna wcześniej widywała lwy, ale jego dilmouński odpowiednik. Większy i bardziej masywny, kłębem sięgał Królowej Niebios do mostka, a łeb, smuklejszy niż u pantery, bardziej przypominający serwala, mógłby spokojnie położyć jej na ramieniu bez stawania na tylne łapy. Inanna uśmiechnęła się, a bestia zamruczała w odpowiedzi. Usiadła, owijając puszysty ogon wokół zadu i przydeptując jego koniec przednią łapą.
Inanna wyciągnęła rękę do Ninszubur, a sukkal podała pani kawał surowego mięsa, przygotowany zawczasu w jednym z koszy z jedzeniem. Kot momentalnie zwęszył zdobycz i podszedł na tyle, na ile pozwalał mu masywny łańcuch przypięty do obroży. Wyciągnął łapę i spróbował pacnąć aromatyczne ścierwo pazurami.
Zmartwychwstała czekała, aż bestia się uspokoi. Wyciągnęła drugą rękę, przenosząc uwagę zwierzęcia na ruch palców, a kiedy jego oczy rozszerzyły się, jak do polowania, pchnęła w jego stronę delikatny impuls Mocy. Kot cofnął się zaskoczony. Źrenice zwęziły się w pionowe szparki i zwierz, sycząc bez przekonania, położył się przed Inanną. Nagrodziła go mięsem i podeszła podrapać olbrzymie szpiczaste uszy.
– Co myślisz, pani? – Ninszubur zatknęła dłonie za pasek.
– Myślę, że jakoś się dogadamy. – Inanna uśmiechnęła się. – Prawda, kocie?
Odpowiedział jej pomruk i jeszcze głośniejsze niż przedtem mlaskanie. Mięso znikało między kłami w zastraszającym tempie.
– Powinnaś go jakoś nazwać. – Ninszubur, najwyraźniej ośmielona gestem Inanny, podeszła do bestii i pogładziła jej grzbiet.
– Erra – odpowiedziała Inanna bez chwili zastanowienia. – Będzie się nazywał Erra.
Kot zamruczał i przewrócił się na grzbiet, odsłaniając umięśniony brzuch, pokryty nieco ciemniejszym niż z wierzchu futrem. Inanna podeszła do palika i odpięła łańcuch. Poklepała Errę po żebrach i szarpnęła lekko, zmuszając go do powrotu na cztery łapy. Gdy jeszcze leżał, przełożyła jedną nogę przez grzbiet zwierzęcia, tuż za kłębem i cmoknęła.
Erra wstał, mierząc się z nieznanym sobie wcześniej ciężarem. Przeciągnął się, zmuszając Inannę do mocnego wychylenia ciała i nagle stanął dęba, jakby chciał ją zrzucić. Chwyciła się pofałdowanej skóry na jego karku i przesłała silniejszy impuls Mocy. Kot pod wpływem jej uderzenia spokorniał. Zmusiła go do wolty wokół namiotu, by zaraz rozpędzić go do galopu naokoło stawu. Ścisnęła koci grzbiet mocniej w łydkach i puściła grzywę. Utrzymując równowagę samymi biodrami, skierowała bestię na pobliskie skały. Erra wdrapał się błyskawicznie na szczyt i zaryczał basowo. „Z pewnością się dogadamy” – pomyślała Inanna, wplatając dłoń w sierść na szyi zwierzęcia.
„To właśnie kompletne zaprzeczenie śmierci” – myślała, gładząc bestię po grdyce. Przyjemność, kontakt z inną żywą istotą, zmysłowość, ciepło. Kocie pomruki. Nie od parady niegdyś uznawano Inannę za patronkę zmysłowej rozkoszy.
Nie odrywając palców od szyi Erry, uniosła oczy ku blednącym w przedświcie gwiazdom. Niebo usiane zupełnie obcymi konstelacjami w niczym nie przypominało sfer opinających Arattę ani gwiazd wokół Ziemi, na której bywała przed wiekami poszukiwać szczęścia. Obce, fioletowe od wschodzącego słońca i pokryte rozległymi plamami pobliskich mgławic, sprawiało wrażenie nierealnego. A jednak mogła w nie patrzeć, mimo że już raz umarła.