Hekate się o mnie upomina

Hekate. Ilustracja AI. Teaser powieści "Szlak Nieśmiertelności". Autor: Kamil Exner
Fragment powieści „Szlak Nieśmiertelności”

Czarne wody Morza Toréllē falowały łagodnie, obmywając stępkę wyciągniętej na piaszczystą plażę łodzi. Światło brzasku rozbłysło turkusowymi flarami na okuciach masztu i miedzianych zdobieniach relingów. Oriana Geber zmrużyła oczy, wpatrując się w wynurzającą się znad horyzontu tarczę Wojownika.

Dwa księżyce – Dziewica i Łowczyni – wciąż jeszcze wisiały na zielonkawym, rozjaśniającym się powoli niebie, rzucając blade, długie cienie, okrywające cały Archipelag Wężownika.

Przez szum fal przebił się szelest piasku. Ora spojrzała przez ramię na Evridaikki. Wojowniczka jeszcze przed chwilą spała przy ognisku, które razem rozpaliły na plaży, a teraz usiadła i rozglądała się zdezorientowana, nie znajdując kochanki przy swoim boku. Oriana nie poruszyła się. Znów przeniosła wzrok na morze, pozwalając słonawej bryzie odrzeć się z zapachu nocy, z posmaku ciała strategi, który wciąż wyczuwała na wargach.

– Co się dzieje, erastria? – Evridaikki zbliżyła się do Ory i wtuliła w plecy dziewczyny, kładąc jej głowę na ramieniu.

– Miałam sen – wyszeptała Geber, ledwo przebijając się przez chlupot fal. – Nie, nie sen. Widzenie. Chyba będziemy musiały przerwać nasze wakacje.

– Sen? – Evridaikki obróciła Orianą w miejscu, by spojrzeć jej w twarz swoimi nieludzkimi, żółtymi oczami. – O kim? Kto jest ważniejszy ode mnie? Od nas? – dodała ciszej.

Oriana milczała chwilę, unikając spojrzenia kochanki, a w końcu wypowiedziała tylko jedno imię:

– Hekate.

– Myślisz, że czegoś od ciebie chce? – Evridaikki pomogła Orianie usiąść i sama przysiadła obok, na lekko wilgotnym piasku.

– Z pewnością – mruknęła Oriana. – Śniłam o niej wiele razy, kiedy Apollo stawiał cię na nogi, ale myślałam, że to tylko stres i przemęczenie.

– Czemu wcześniej mi nie powiedziałaś, erastria? – spytała, cofając rękę, którą chciała objąć dziewczynę.

– Och. – Oriana wzruszyła ramionami. – Nie myślałam wówczas, że to takie ważne. Wiesz, skupiłam się na pozytywach. Obie przeżyłyśmy, metaportacja Amelii zakończyła się sukcesem, znalazłam w gabinecie Pejrosa mapy wybrzeża i tę wyspę… – Poklepała dłonią piasek plaży. – Zdarzało mi się wcześniej, że moje sny się sprawdzały, ale wciąż nie mogę się do tego przyzwyczaić. Wiesz, o czym mówię?

– Szczerze? Nie. – Evridaikki zaplotła ramiona wokół kolan, a wzory na jej skórze rozbłysły lekko, przebijając przez cienki materiał chitonu. – Bo widzisz, erastria, ja nie śnię. I nie słyszałam, żeby ktokolwiek na Eberrosie śnił. No, może z wyjątkiem bazyleusów. Akkamas wspominała, że pod wpływem Źródła miewa nocne wizje.

– Poważnie? – Oriana uklękła i spojrzała na kochankę, unosząc brwi. – Jak możecie nie śnić?!

– A wy? Jak możecie śnić? – Żołnierka uśmiechnęła się z rezygnacją. – To, co dla ciebie oczywiste, dla mnie jest egzotyczne. I na odwrót. To jak z… jak z pępkiem. Ot, kolejna różnica międzygatunkowa.

Oriana poprawiła sprzączkę od chitonu. Zamknęła oczy, a pod powiekami znów zobaczyła ogniste tęczówki Pani Dróg, żarzące się jak kratery wulkanów gotowych wybuchnąć w każdej chwili.

– Muszę wrócić na Ziemię, erastria – powiedziała, otwierając oczy i wysuwając się do przodu, jakby chciała się przytulić do Evridaikki, ale zamarła w pół ruchu.

– Polecę z tobą. Będę cię chronić! – W głosie wojowniczki brzęczał spiż.

– Nie chcę cię narażać…

– Narażać? Chyba przesadzasz – prychnęła Evridaikki. – Nie zapominaj, że przez kilkadziesiąt poprzednich wcieleń uczyłam się walczyć. Jestem strategą Eberrosu, dowódczynią armii, a ty nie chcesz mnie narażać? Daruj sobie, erastria.

– Nie o to mi chodzi! – Ora pocałowała ją krótko, sucho, przepraszająco. – Nie wątpię, że z walką sobie poradzisz. Ale jesteś stąd! Twoje ciało jest stąd! Już na Ziemi miałabyś problemy. Powietrze jest rzadsze, mniej natlenowane. To wystarczy, żebyś nie mogła podnieść się z łóżka przez wiele dni, zanim nauczysz się nim oddychać. A jeśli będę musiała pójść gdzie indziej, to co? Nie wiem nawet, jak zbudowane są inne światy. Byłam tylko tu, na Skoliodoi i na Khooros. Myślisz, że dasz sobie radę na Olimpie? Albo w Atlantis Nesos?

– Czekaj… Ty sobie radzisz. Nie masz żadnych dolegliwości, chodzisz, oddychasz, nawet tu walczyłaś…

– Tak, ale mój organizm działa na eliksirach. A poza tym, gdzieś w genach mam jej dziedzictwo. – Machnęła dłonią w stronę morza. – W jakiejś entej części jestem jak Hekate, jak Helios, jak Kirke. To sprawia, że mogę przechodzić przez Korytarze bez szwanku, szybko dostosowuję się do warunków panujących w innych światach. Boję się… – Ściszyła głos tak, że ledwie przebijał się przez szmer fal. – …Że cię stracę w najgłupszy możliwy sposób.

Stratega objęła dziewczynę mocno, zamykając jej szczupłe ciało w wyćwiczonych ramionach, ucałowała jej ucho i szyję.

– Nie utrudniaj mi tego, Ev. Muszę lecieć. Ale wrócę – wyszeptała.

Cała powieść już wkrótce.
Jeśli chcesz wspierać moje pisanie, postaw mi wirtualną kawę.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Opublikowane przez Kamil Exner

Pisarz, copywriter, antropolog. Zapraszam na kamilexner.com

Dodaj komentarz