Tłumne świętowanie – literatury?

Ilustracja AI via DALL·E

Każda impreza branżowa rządzi się swoimi prawami. A spośród tych, które prócz prowadzących networking fachowców przyciągają także tłumy wiernych fanów, krakowskie Targi Książki zajmują miejsce szczególne.

Po spędzeniu dwóch dni w hali Expo Kraków, zastanawiam się, czy ta masowość wydarzenia faktycznie przekłada się na obserwowany przez Bibliotekę Narodową wzrost czytelnictwa, czy może jest tylko ekonomiczną ułudą, napędzającą bardziej sprzedaż gadżetów, materiałów papierniczych, planszówek i frytek z podgrzewacza. Skąd te wnioski?

Targi (nie tylko) Książki

Na Targi poszedłem z moją nową książką. Wszak to jedna z nielicznych okazji w roku, by osobiście porozmawiać z wydawcami, wydawczyniami, redaktorkami i redaktorami z całego kraju, przedstawić się, wymienić wizytówkami i wyrobić kontakty na przyszłość. W tym miejscu serdecznie dziękuję wszystkim, którzy poświęcili napisanej przeze mnie historii uwagę – to bardzo budujące usłyszeć od doświadczonych zawodowców, że moje pisarstwo ma sens i potencjał.

Jednak większość czasu na Targach zajęło mi przepychanie się przez tłumy szkolnej młodzieży, zwożonej do hali Expo całymi autobusami (dosłownie). Mimowolnie słuchałem rozmów nastolatek i nastolatków, którzy za otrzymane od rodziców pieniądze kupowali popularne romantasy czy komiksy albo przyznawszy, że „przecież i tak nie czytają”, siedzieli w kantynie czy snuli się pomiędzy stoiskami, zbierając zakładki, gadżety i promocyjne cukierki.

Wątpliwa skuteczność osmozy

Rodzi się w mojej głowie pytanie, czy zawiezienie całej klasy na Targi Książki i puszczenie jej luzem „na żywioł” w jakikolwiek sposób buduje zainteresowanie literaturą u ogółu młodzieży. Bo w to, że wśród przekrzykujących się przez zgiełk dzieciaków znajdzie się pewien odsetek osób naprawdę zanurzonych w książkach i chcących choć chwilę porozmawiać ze swoim ulubionym autorem, nie wątpię.

Martwi mnie jednak ten przymusowy charakter wyjścia – cała klasa zostaje zapakowana do autobusu i zawieziona na krakowskie Czyżyny, jakby sama ekspozycja uczennic i uczniów na piętrzące się stosy książek miała przez osmozę wywołać w nich zainteresowanie literaturą. Czy nie lepiej byłoby zebrać ze szkoły chętne osoby i uformować jedną, międzyklasową grupę moli książkowych, zamiast tracić pół dnia lub cały dzień lekcji? Rozumiem, że logistyka wówczas stałaby się bardziej wymagająca, ale wiem, że bez uprzedniego rozbudzenia ciekawości i chęci czytania, sam kontakt z materialnymi książkami będzie miał niewielkie lub żadne przełożenie na faktyczny poziom czytelnictwa.

Nie mam możliwości sprawdzenia, czy takie wyjście zostało poprzedzone w szkole warsztatami bibliotecznymi, wielotygodniowym budowaniem zainteresowania książkami, ciekawymi lekcjami rozbudzającymi chęć sięgania po literaturę w sposób bardziej świadomy, ale podsłuchawszy dziesiątki rozmów młodych ludzi i podpatrzywszy ich zachowania, śmiem w to wątpić.

Ciekawość, a nie przymus

Nie zrozum mnie źle – nie chcę budować przeświadczenia, że sam odbiór literatury wymaga wysublimowanych kompetencji, a czytelnicy są jakimś rodzajem lepszej kasty wobec osób grających w gry czy oglądających filmy, bo wcale tak nie jest. Fetyszyzacja literatury to temat na osobny tekst – w tym miejscu powiem tylko, że takie zwożenie całych klas na Targi jest jednym z jej licznych objawów.

Marzę jednak o tym, aby młodych ludzi nie zmuszać do odbierania jakiegokolwiek rodzaju wytworów kultury, ale najpierw rozbudzić w nich ciekawość, wciągnąć w działanie, a dopiero potem prowadzać do kina, teatru czy na Targi Książki.

Wiem, to marzenie ściętej głowy. Polska to nie Finlandia, a nasz kulawy i niedofinansowany system oświaty nie pozostawia przestrzeni na wzbudzanie zainteresowania, podążając wciąż za pruskim modelem narzucania programu i wmuszania treści przez nadzorowanie i karanie.

Tymczasem wejście każdego ucznia i każdej uczennicy na Targi kosztuje 20 zł. Każde z nich coś kupi, coś zje i wypije, słowem – zostawi kolejne kilkadziesiąt złotych. Miejmy tylko nadzieję, że choć co piąte wyjdzie z Targów z książką, którą nie tylko postawi na półce, ale również przeczyta.

Bo przecież po to te książki piszemy i wydajemy, prawda?

Kliknij zielony przycisk, aby wesprzeć (moją) literaturę!

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Opublikowane przez Kamil Exner

Pisarz, copywriter, antropolog. Zapraszam na kamilexner.com

Dodaj komentarz